kalendarzWitaj dziś jest sobota, 19 maja 2012 r.   Imieniny: Celestyny, Iwony, Piotra dodaj do ulubionychdodaj do ulubionychenglish versionenglish version



forum
stronę odwiedziło:
476216 osób

GMO

2008-03-12 Kto głupieje od jedzenia

 

Autor: Zbigniew Wojtasiński, Łucja Zieniewicz
Rozmawiała: Aleksandra Postoła

Źródło: www.wprost.pl, nr 11/2008 (16 marca 2008r)

  

Kto głupieje od jedzenia

Numer: 11/2008 (1316)

"Mnożą się przykłady badań wskazujących, że żywność transgeniczna (GMO) powoduje alergie, schorzenia układu pokarmowego, a nawet nowotwory". To opinia Macieja Nowickiego, ministra środowiska. Nowicki, choć jest profesorem, zachowuje się tak, jakby z opracowań na temat roślin transgenicznych czytał wyłącznie książkę "Nasiona kłamstwa, czyli o łgarstwach przemysłu i rządów na temat żywności modyfikowanej genetycznie". Jeffrey M. Smith przekonuje w niej, że "spożywanie żywności genetycznie zmodyfikowanej to gra w rosyjską ruletkę". Genetycy twierdzą, że największym łgarstwem są właśnie stwierdzenia zawarte w tej książce.
Kto i po co straszy nas transgeniczną żywnością?


DOKTOR LUCJAN SZPONAR, zajmujący się bezpieczeństwem żywności w Instytucie Żywności i Żywienia, uważa, że "dotychczas nie stwierdzono populacyjnego wpływu żywności pochodzącej z odmian GMO na ludzi". Gdyby były tego jakieś zgubne skutki, już dawno dałyby o sobie znać. Nie ma jednak powodów do obaw. Geny wprowadzone do genomu roślin uprawnych nie "przeskakują" na ludzi jak zarazki. Jeśli jakieś produkty powodują uczulenia, to dlatego, że zawierają szkodliwe alergeny. Ale to dotyczy wszystkich rodzajów żywności.

CHLEB Z MĄKI
Wydawało się, że polski monopol na dziwactwa wyczerpała Ewa Sowińska, rzeczniczka praw dziecka. Świat obiegła jej wypowiedź dla "Wprost" o tym, że popularna bajka dla dzieci o teletubisiach promuje homoseksualizm. Wkrótce Polska może jeszcze bardziej zasłynąć, bo politycy przygotowali nam jeszcze bardziej wstrząsającą bajkę, tym razem o GMO. Za kilka miesięcy z dnia na dzień może się okazać, że 90 proc. sprzedawanego w Polsce mięsa, mleka i nabiału to żywność zmodyfikowana genetycznie!
Minister rolnictwa Marek Sawicki uważa, że wszystkie produkty spożywcze pochodzące od zwierząt karmionych paszami genetycznie modyfikowanymi powinny być opatrzone specjalną etykietą z napisem GMO. Napis ma być widoczny na jednej trzeciej powierzchni, aby konsument go nie pominął na półkach w supermarkecie. Zwierzęta hodowlane są karmione niemal wyłącznie paszami pozyskiwanymi z roślin transgenicznych. Na tej samej zasadzie należałoby umieścić informację, że chleb uzyskuje się z mąki.

W Unii Europejskiej, do niedawna wyjątkowo niechętnej uprawom roślin transgenicznych, informację o Frankenfood, czyli "żywności Frankensteina", powinny zawierać jedynie produkty zawierające więcej niż 1 proc. GMO. Z tego powodu w Niemczech, gdzie organizacje ekologiczne są znacznie silniejsze niż w Polsce, wszystkie inne produkty będą miały na etykiecie napis "nie zawiera GMO". W naszym kraju produktów wymagających takiego oznakowania prawie nie ma na rynku. Modyfikowane są niektóre odmiany rzepaku, z których może być wytwarzanych część znajdujących się na półkach sklepowych olejów rzepakowych. Mogą być to też zachowujące świeżość pomidory oraz słodkie i odporne na mróz truskawki.

ZARAZA POLITYCZNA
Czy polscy politycy są na usługach lewicowych ekorewolucjonistów z Greenpeace? Przynajmniej takie wrażenie można odnieść, bo bez względu na przynależność partyjną stanęli na czele przeciwników "żywności Frankensteina", jakby Polakom zagrażała jakaś zaraza. Jan Szyszko, minister ochrony środowiska w rządzie PiS, rzucił hasło, że Polska powinna być "krajem wolnym od GMO". Brzmi to jak fragment wzięty wprost z rezolucji Greenpeace. Od kilku miesięcy jeszcze bardziej dobitnie wtóruje mu Maciej Nowicki. Jego zdaniem, Polska powinna odczekać z wprowadzeniem upraw roślin transgenicznych co najmniej 10 lat. Chodzi o to, by w pełni można było ocenić, czy warto je dopuścić do obrotu. Chwalebna to troska o zdrowie Polaków. Minister środowiska zapomniał dodać, że rośliny zmodyfikowane genetycznie są już badane od dziesięciu lat. Mówiono o tym podczas III Międzynarodowej Konferencji w Warszawie "Oddziaływanie genetycznie zmodyfikowanych roślin na środowisko". "Po dziesięciu latach badań brakuje jakichkolwiek dowodów na negatywne oddziaływanie upraw GMO na środowisko" - oświadczyli uczestnicy. W Polsce jest natomiast coraz większe zapotrzebowanie na uprawy odporne na nowe odmiany szkodników. Od kilka lat spada opłacalność upraw kukurydzy niszczonej przez pasożyty (omacnicę prosowiankę). W kilku województwach pojawiła się też trudna do zwalczenia zachodnia stonka kukurydziana. Można temu zaradzić, wprowadzając uprawy GMO odporne na oba szkodniki. Przykładem jest stosowana od 1998 r. zwalczająca omacnicę odmiana kukurydzy Mon 810. Komitet Ochrony Roślin PAN uznał, że w Polsce właśnie tę odmianę powinno się uprawiać, podobnie jak inne uprawy GMO zaakceptowane przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności. Innego zdania jest minister ochrony środowiska. Prof. Nowicki przekonuje, że Europa nie może sobie pozwolić na kontynuowanie wielkiego eksperymentu, jakim jest dopuszczenie na rynek żywności GMO.

TECHNOFOBIE
Przed ponad 450 laty wielkim "eksperymentem" w Europie były uprawy sprowadzonych z Ameryki ziemniaków. Spory, które wówczas prowadzono, wydają się dziś niedorzeczne, ale były tak samo gorące jak współczesne dyskusje o roślinach transgenicznych. Ówcześni rolnicy twierdzili, że ziemniaki są trujące i wyjaławiają ziemie. Lekarze ostrzegali, że wywołują gorączkę gnilną i wymioty, a u kobiet w ciąży mogą powodować poronienia. Lęk przed ziemniakami w całej Europie był tak duży, że obawiano się wziąć je do ust nawet podczas największych klęsk głodu. Ziemniaki w pełni zaakceptowano dopiero w XIX wieku, po ponad 200 latach od ich sprowadzenia do Europy. Przed kilkoma laty w dotkniętych głodem państwach Afryki odmówiono przyjęcia zmodyfikowanej soi oraz kukurydzy - z powodu plotki, że GMO przenosi AIDS i powoduje impotencję. Pewnie znowu musi minąć wiele lat, zanim uprawianie żywności zmodyfikowanej genetycznie przestanie być "eksperymentem na ludziach".
Obawy pojawiały się za każdym razem, gdy na rynek wprowadzono nowe produkty spożywcze. Z takim samym lękiem podchodzono do wszelkich nowości technicznych, bo ludzie reagują przede wszystkim emocjonalnie, a nie racjonalnie. Po zastosowaniu w domach światła elektrycznego obawiano się piegów i ślepoty. Parowozy miały niszczyć uprawy pszenicy, powodować, że kury przestaną się nieść, a krowy nie będą dawać mleka. Nawet brytyjskie pismo medyczne "Lancet" ostrzegało przed "chorobą kolejową". Podczas podróży miały ją wywoływać wibracje wagonów, hałas lokomotywy oraz szybko zmieniający się widok z okna. Do dziś trwa dyskusja, czy telefony komórkowe mogą powodować raka mózgu. Anteny nadawczo-odbiorcze mają powodować wylewy krwi do mózgu oraz nowotwory. Fale elektromagnetyczne obwiniane są o to, że dzieci źle się uczą. Od czasów starożytnych każdy wynalazek był naruszeniem porządku przyrody, co symbolizuje mit Prometeusza. Hegel uważał, że korzystanie z maszyn to oszukiwanie natury, za co człowiek musi ponieść karę. Dziś to samo mówią ekologiczni demagodzy. Maciej Muskat, koordynator kampanii "Stop GMO", napisał na łamach "Gazety Wyborczej", że "działania i argumenty przemysłu i zwolenników GMO to arogancja wobec ograniczeń natury i zbytnia wiara we własne możliwości".

KRUCJATA POLITYCZNA
Jarosław Kaczyński, prezes PiS, powiedział w ubiegłym tygodniu podczas konferencji "Polska wolna od GMO", że "nie można się zgodzić na to, żeby wszystko, co się robi w laboratoriach i co jest wynikiem ludzkiego geniuszu, można było wprowadzać do życia społecznego". Efektem ludzkiego geniuszu są wprowadzane od 10 tys. lat produkty rolne, które od początku istnienia rolnictwa zawsze były skutkiem genetycznych manipulacji. Gdy pojawiały się nowe płody - podobnie jak wszelkie innowacje - za każdym razem były atakowane przez grupy tych, których interesom zagrażały. W XVIII wieku dla plantatorów pszenicy konkurencyjne były uprawy ziemniaków. Kolej żelazną zwalczali woźnice i handlarze koni, bo obawiali się utraty zysków, tego samego bali się wydawcy gazet, gdy zaczęły nadawać pierwsze stacje radiowe. Dziś podobnie jest z GMO.
Polscy politycy wcale się nie troszczą o zdrowie konsumentów, gdy mówią o "Polsce wolnej od GMO". Faktycznym powodem straszenia "żywnością Frankensteina" jest obrona interesów producentów tzw. żywności ekologicznej, którzy się obawiają upraw transgenicznych. Stąd pomysł, by uczynić z naszego kraju oazę rolnictwa ekologicznego. To, co podoba się niektórym rolnikom, wywołuje jednak zgrzytanie zębami producentów pasz i hodowców zwierząt. Jest charakterystyczne, że przeciw GMO są politycy i rolnicy z krajów, gdzie jest najwięcej farmerów i najbardziej rozdrobnione gospodarstwa. Bo żywność GMO oznacza, że tradycyjni drobni farmerzy nie mieliby racji bytu, że można by zmniejszyć powierzchnię upraw i produkować o wiele więcej żywności. Tyle że to uderza w system unijnych dopłat rolnych i grozi masowymi protestami rolników, czego politycy boją się jak ognia. Problemy społeczne rozwiązuje się więc, potęgując strach przed transgeniczną żywnością, bo to usprawiedliwia istnienie rolnego skansenu.
O zmianach na rynku żywności pod wpływem GMO najlepiej świadczy to, że w ostatnich kilkunastu latach udało się zwiększyć polski eksport drobiu aż dziesięciokrotnie, a trzody chlewnej - prawie trzykrotnie. W znacznym stopniu udało się tego dokonać dzięki soi zmodyfikowanej, która poprawiła efektywność hodowli. Bazują na niej polscy producenci pasz, bo jest tańsza od tradycyjnej (o 32-40 USD na tonie). W handlu międzynarodowym nie ma już soi niezmodyfikowanej. Według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa, ponad 90 proc. śruty sojowej wytwarza się z roślin transgenicznych. Trudno ją zastąpić, bo możliwości uzyskania odpowiedniej ilości pasz wysokobiałkowych pochodzenia zwierzęcego są niewielkie. W czyim zatem interesie nasi politycy opowiadają się za Polską wolną od GMO?
Przez wiele lat niechętna żywności modyfikowanej była Unia Europejska. W 1998 r. w UE wprowadzono moratorium na nowe produkty GMO, które wygasło w 2004 r. Unia musiała zmienić politykę, gdy USA, Kanada i Argentyna odwołały się do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Taką decyzję wymusza też postępująca globalizacja upraw roślin transgenicznych. Wydaje się, że innego wyjścia nie ma, bo cały świat przestawia się na GMO, ze wszystkimi plusami i minusami tej kolejnej rewolucji technologicznej. Nie można bowiem powiedzieć, że wszystkie obawy organizacji ekologicznych są wydumane. Nie wszędzie wprowadzenie roślin transgenicznych pozwoliło zmniejszyć zużycie środków ochrony roślin. W Argentynie w uprawach zmodyfikowanej soi w latach 1996-2004 zapotrzebowanie na opryski "herbicydem stulecia", jak nazywano roundup, zwiększyło się o 58 proc. Powstają też tzw. superchwasty, mutacje oporne na środki chemiczne, m.in. na roundup. Zdarza się, że odmiany roślin zmodyfikowanych mieszają się z tradycyjnymi. We Francji i Szwecji w ryżu sprowadzonym z USA znaleziono ślady niedopuszczonej na rynek europejski odmiany zmodyfikowanej o nazwie LL Rice 601.

Nowa żywność zawsze wywołuje obawy. Ziemniaki miały być rzekomo trujące i powodować poronienia

Nie ma rozwiązań pośrednich. Nie można prowadzić upraw roślin transgenicznych na zamkniętych obszarach, "bez uwalniania GMO do środowiska". Zresztą korzyści przeważają nad zagrożeniami. Według najnowszego raportu Międzynarodowego Instytutu Propagowania Upraw Biotechnologicznych, w Indiach i Chinach dzięki uprawie bawełny Bt (opornej na szkodniki) plony zwiększyły się przeciętnie o 10 proc. przy jednoczesnym zmniejszeniu kosztów produkcji. Zużycie środków ochrony roślin zmalało o połowę. W jeszcze większym stopniu - aż o 80 proc. - zużycie pestycydów spadło w uprawach ryżu w USA i Chinach (2002-2003). A trzeba pamiętać, że rewolucja w rolnictwie jest dopiero przed nami.

ŚWINIA EKOLOGICZNA
W laboratoriach przygotowywane są odmiany bardziej wydajnego ryżu. W tych samych warunkach wegetacji będzie dawał o 30 proc. większe plony. Genetyk Keerti Rathore z Texas A&M University opracował nową odmianę bawełny z jadalnymi nasionami. Będzie można nią karmić kurczaki, świnie, a nawet ludzi. Przygotowywane są uprawy roślin odpornych na niedostatek wody. Pierwsze takie odmiany kukurydzy pojawią się już w latach 2010-2015.
Podział na uprawy tradycyjne i biotechnologiczne nie ma już sensu. Cecil Forsberg i John Phillips z Kanady wyhodowali zmienioną genetycznie świnię, w której odchodach prawie nie ma zanieczyszczającego środowisko fosforu. Enviropig, jak nazwano ekologiczną świnię, może jeść trawę i siano - tak jak krowa i koń. Jej mięso może być bezpiecznie spożywane przez ludzi. Do jej wyhodowania kanadyjscy biolodzy wykorzystali gen kodujący enzym występujący w bakteriach zasiedlających przewód pokarmowy człowieka.
GMO stanie się kiedyś naturalne i czyste, tak jak wcześniej ziemniaki i pomidory, ale na to potrzeba pewnie kilku pokoleń. 

MITY I FAKTY O GMO

NA POLACH UPRAWNYCH DOCHODZI DO TZW. PRZEPYLENIA PYŁKAMI ROŚLIN GMO ROŚLIN NIEMODYFIKOWANYCH 
Taka argumentacja jest nadużyciem. - Równie dobrze dotyczy "zwykłych" odmian roślin uprawnych, które mimo możliwych przepyleń rolnicy utrzymują w tej samej odmianie - uważa prof. Włodzimierz Zagórski-Ostoja, dyrektor Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN. W środowisku naturalnym mutanty na ogół ustępują typom dzikim i, nawet jeśli się zdarzają dziwne przepylenia, to otrzymane krzyżówki nie będą plenne. "Superchwasty" powstają pod naciskiem herbicydu, a bez tego nacisku "superchwast" to albo zwykły chwast, albo jedynie słaby chwast.
ORGANIZMY MODYFIKOWANE GENETYCZNIE NIE MAJĄ NIC WSPÓLNEGO ZE STOSOWANYM W ROLNICTWIE TRADYCYJNYM NATURALNYM PROCESEM KRZYŻOWANIA
To jeden ze sztandarowych argumentów przeciwników GMO. Ich zdaniem, inżynieria genetyczna przełamuje tradycyjne bariery między gatunkami i tworzy organizmy, które w sposób naturalny nigdy nie pojawiłyby się w przyrodzie. Takie twierdzenia to zaprzeczenie teorii ewolucji. Przyroda od powstania pierwszych organizmów przełamuje bariery międzygatunkowe. W jaki inny sposób przed 600 mln lat z jednokomórkowych stworzeń mogłyby powstać kręgowce, potem dinozaury i homo sapiens?
GENY Z ŻYWNOŚCI GMO PRZECHODZĄ DO LUDZKIEGO ORGANIZMU
Szkodliwość produktów nie zależy od kodujących białka genów, lecz od tego, jakie zawierają substancje, bez względu na to, skąd one pochodzą. - Spożycie mieszanki DNA i białek pochodzących z różnych gatunków nie ma dla człowieka większego znaczenia. Nie powinno mu więc szkodzić spożycie sałaty GMO, zawierającej np. gen owoalbuminy. Od oleju z soi GMO bardziej niebezpieczny jest nieopłukany z cyjanków "naturalny" maniok czy surowy równie "naturalny" kartofel zawierający solaninę - mówi prof. Włodzimierz Zagórski-Ostoja.

Prof. Piotr Węgleński
Instytut Biochemii i Biofizyki PAN
Żywność modyfikowana genetycznie pod względem bezpieczeństwa nie różni się od roślin niemodyfikowanych bądź modyfikowanych innymi sposobami. Nikt nie oponuje przeciw nektarynkom czy pszenżytu, a one są również modyfikowane. Absurdalny jest zarzut, że spożywanie mięsa zwierząt karmionych genetycznie zmodyfikowaną paszą jest niebezpieczne. Za 10-20 lat my sami będziemy modyfikowani genetycznie przeciw rakowi i innym chorobom. I nie wydaje mi się, by napotkało to jakikolwiek opór społeczny.

Prof. Ewa Bartnik
Instytut Biochemii i Biofizyki PAN
Nie ma żadnych przeciwwskazań do stosowania GMO ani naukowych dowodów na jej szkodliwość. Naszemu organizmowi nie robi różnicy, czy strawi jeden gen więcej czy mniej. Wszystkie one bowiem zostaną rozłożone na czynniki pierwsze. Spożywanie takiej żywności nie sprawi, że organizm przestanie reagować na antybiotyki. Modyfikacje genetyczne nie powodują już żadnego zagrożenia, gdyż przy wprowadzaniu genów zaprzestano używania tzw. markera selekcyjnego, zawierającego substancje, które mogły zaburzać reakcje na antybiotyki.

Prof. Włodzimierz Zagórski-Ostoja
dyrektor IBiB PAN
Opór wobec żywności GMO to nowa forma magii pokarmowej. Stare tabu pokarmowe występuje w islamie - to zakaz spożywania wieprzowiny, w chrześcijaństwie nie wolno jeść mięsa w poście. W sekularyzującej się kulturze europejskiej w miejsce starego tabu pojawia się nowe - by "nie jeść rzeczy nienaturalnych". Jest w nas też instynktowny strach przed nowymi pokarmami - mechanizm obronny, który ma za zadanie ochronę przed jedzeniem byle czego. To skłania wielu z nas do fantasmagorii na temat żywności GMO.

Maciej Muskat
szef kampanii "Stop GMO" polskiego oddziału Greenpeace
Modyfikacje genetyczne nie są przyszłością - to ślepa uliczka. GMO jest niepotrzebne, niebezpieczne i niechciane. Większość informacji na temat korzyści związanych z GMO to tylko propaganda. Przede wszystkim GMO nie rozwiązuje problem głodu. Tzw. złoty ryż nie zaspokoi zapotrzebowania na witaminę A w krajach Trzeciego Świata. To absurd. Trzeba by było codziennie spożywać kilka kilogramów takiego ryżu.
Uprawy modyfikowane genetycznie nie zmniejszają skali zużycia chemii w rolnictwie. Przeciwnie, w USA i Argentynie w ostatnich latach znacznie wzrosło zużycie pestycydów oraz chemizacja rolnictwa. Koncerny agrochemiczne zmierzają do podporządkowania sobie całego łańcucha produkcji żywności, bo mają wszystkie prawa patentowe do GMO.

Prof. Mieczysław Chorąży
Instytut Onkologii w Gliwicach
Uprawy dwóch typów zbóż GMO stanowią poważne zagrożenie dla rolnictwa i środowiska naturalnego. Są dowody na to, że środowisku zagrażają uprawy zbóż transgenicznych opornych na glifosat - roundup. W procesie zapylania z roślin GM cecha przenosi się wraz z pyłkiem roślin na uprawy odmian tradycyjnych, a także na pokrewne chwasty. Jak donosi "Science", w ciągu kilku lat, do 2006 r., powstało już 12 gatunków chwastów opornych na ten herbicyd.
Podobnie jest w wypadku roślin genetycznie modyfikowanych, które same mają niszczyć szkodniki. Mają one wbudowany gen bakteryjny Bt produkujący białka toksyczne. U szkodników rozwija się oporność na tę toksynę. Giną natomiast motyle i inne owady pożyteczne, które są naturalną ochroną przed szkodnikami.

Prof. Zbigniew Mirek
Komitet Ochrony Przyrody PAN
Są już rozpoznane bezpośrednie i pośrednie zagrożenia ekologiczne ze strony GMO, których dalekosiężne i wielowymiarowe konsekwencje wymagają zbadania i oszacowania. Wykazano negatywne skutki społeczno-ekonomiczne wprowadzenia GMO w Polsce. Wszystkie województwa głosem swych przedstawicieli wyraziły wolę pozostania strefami wolnymi od GMO. Większość polskich konsumentów w sposób niebudzący wątpliwości stwierdza, że nie życzy sobie żywności zawierającej GMO.

  
Żywność przyszłości

Rozmowa z prof. Alanem McHughenem, biotechnologiem i genetykiem roślin z University of California Riverside, autorem książki "Żywność modyfikowana genetycznie".

"WPROST": DLACZEGO POWINNIŚMY WPROWADZIĆ W ROLNICTWIE ROŚLINY MODYFIKOWANE GENETYCZNIE?
Alan Mchughen: Płyną z tego trzy podstawowe korzyści. Po pierwsze, są większe plony, po drugie, znacznie lepsza jakość zbiorów, i wreszcie po trzecie - ograniczenie używania pestycydów. Wiele krajów rozwijających się takich jak Filipiny czy RPA, już kilka lat temu wprowadziło modyfikowaną genetycznie soję, trzcinę cukrową. Ich zbiory są dziś o jedną trzecią wyższe niż przy konwencjonalnych metodach uprawy. Mimo że zmodyfikowane genetycznie ziarno jest droższe niż tradycyjne, rolnikom opłaca się ta inwestycja, ich zyski ze sprzedaży plonów są większe.

CZY ZBOŻA ZAWIERAJĄCE OBCE GENY MOGĄ BYĆ DLA NAS NIEBEZPIECZNE?
- Od wielu lat prowadzone są badania nad bezpieczeństwem tego typu roślin i nie ma żadnych przeciwwskazań dotyczących ich konsumpcji przez ludzi czy zwierzęta hodowlane. Bada się rośliny modyfikowane genetycznie pod względem toksyczności, składu chemicznego, oddziaływań na nasz organizm i środowisko naturalne. Zauważono, że nie ma żadnych różnic w reakcjach między żywnością produkowaną konwencjonalnie a tą modyfikowaną genetycznie. Żadne inne produkty nie podlegają tak rygorystycznej kontroli jak GMO. W Stanach Zjednoczonych żywność modyfikowana jest obecna na rynku od wielu lat. Ale również w Europie "ukryta" jest w serach, produktach sojowych czy olejach roślinnych.

DLACZEGO TAK TRUDNO PRZEKONAĆ SPOŁECZEŃSTWA DO ZAAKCEPTOWANIA GENETYCZNIE MODYFIKOWANEJ ŻYWNOŚCI?
- Większość ludzi nie wie, co się kryje pod pojęciem inżynierii genetycznej, czyli nowoczesnych metod modyfikacji genetycznej. Tymczasem tradycyjne metody hodowania roślin też polegają na mieszaniu genów różnych gatunków. Żeby uzyskać efekt wymieszania genów, stosuje się promieniowanie jonizacyjne. Jest to masowo wykorzystywane przez rolników, również na farmach organicznych, mimo że niewiele wiemy o zachodzących podczas tego procesu zmianach genetycznych i ich bezpieczeństwie. Z drugiej strony, jest wiele nieprawdziwych informacji dotyczących GMO, plotek niepopartych żadnymi badaniami, wprowadzających zamęt i straszących społeczeństwo.

OSTATNIO POJAWIŁY SIĘ DONIESIENIA O ROZWINIĘCIU SIĘ OPORNOŚCI NA GENETYCZNIE ZMODYFIKOWANĄ BAWEŁNĘ PRZEZ PEWIEN GATUNEK SZKODNIKÓW.
- Zgadza się. Chodzi o gatunek owada Helicoverpa zea, który stał się odporny na substancję toksyczną Bt. Produkują ją zmodyfikowane rośliny, by odstraszać szkodniki. W wypadku zmodyfikowanej bawełny tylko jeden gatunek szkodnika i tylko na ograniczonym obszarze w jednej części USA rozwinął oporność. To się może zdarzyć i musimy być przygotowani na taką ewentualność również w wypadku innego rodzaju roślin. Zjawisko rozwinięcia się oporności u szkodników na pestycydy znane jest od lat. Znacznie bardziej podatne na nie są konwencjonalnie hodowane zboża, a nie te modyfikowane genetycznie.

JAKIE KORZYŚCI WIĄŻĄ SIĘ Z ROZWOJEM TECHNOLOGII PRODUKCJI GMO?
- Dysponujemy już roślinami wymagającymi znacznie mniej wody do wzrostu, również mniej czystej wody, która jest tak trudno dostępna w krajach rozwijających się, szczególnie w Afryce. Trwają bardzo zaawansowane prace nad stworzeniem roślin nie zawierających alergenów, dotyczy to na przykład orzeszków ziemnych. W ciągu najbliższych trzech lat powinniśmy mieć tak zwany złoty ryż, czyli ryż wzbogacony w substancje odżywcze, których brakuje w pożywieniu setek milionów mieszkańców świata.

CZY MOGLIBYŚMY SIĘ OBEJŚĆ BEZ ROŚLIN MODYFIKOWANYCH GENETYCZNIE?
- Wydaje się, że GMO to jedyne rozwiązanie i nie ma od niego odwrotu. Pierwszy krok zrobiliśmy już w latach 70. XX wieku. Modyfikacje genetyczne są od lat obecne w medycynie i w przemyśle farmaceutycznym. Widzimy płynące z nich korzyści w postaci choćby coraz skuteczniejszych terapii i leków. Podobnie będzie w rolnictwie. Korzyści z uprawy zbóż modyfikowanych genetycznie są dużo większe niż potencjalne ryzyko. Nie bójmy się innowacji.

Rozmawiała Aleksandra Postoła

Źródło: www.wprost.pl, nr 11/2008

  

do pobrania tekst artykułu (pdf 77 kB)
Copyright © 2009 Krajowa Rada Drobiarstwa
Projektowanie stron Toruń